niedziela, 31 stycznia 2016

Okrągła tarcza z desek

Okrągła tarcza z umbem to we wczesnym odtwórstwie absolutna podstawa. Nic lepiej nie sprawdza się w szyku przy budowaniu linii i trzymaniu zakładki. Dawno, dawno temu, ludzie robili po prostu okrągłe tarcze ze sklejki. Sam miałem takich kilka, począwszy od malutkiej tarczy po Thjodmarze, a kończąc na paru siedemdziesiątkach i osiemdziesiątce, która ostatecznie na treningach dawno poszła w drzazgi. 

 
Niektórzy oczywiście dalej używają tarcz ze sklejki, tak jakby przez ostatnie 10 lat w odtwórstwie nic się nie zmieniło. To duży błąd, z paru względów. Po pierwsze sklejka jest cięższa niż normalne deski i przez to niewygodna. Poza tym, choćbyś nie wiem ile skóry naładował na ranty, krawędzie zawsze się kruszą. Na koniec zostaje ogryzek i umbo razem z imaczem do wtórnego użytku. Poza tym współczesna sklejka jest niehistoryczna i, jako taka, bywa niemile widziana na wszystkich lepszych imprezach.

Na Wilczym Tropie tylko tarcze z desek!

Polecam przeto zrobienie zwykłej tarczy z desek. Nie jest to wielka sztuka, jak zaraz zobaczycie, nie chodzi przy tym o żadną ambitną rekonstrukcję konkretnego zabytku. Nie będziemy drzeć desek, unikać elektronarzędzi i ślęczeć godzinami nad dokumentacją. Zrobimy po prostu zwyczajną okrągłą tarczę do walki, tyle że z naturalnych materiałów stosowanych w epoce. 


Po pierwsze potrzebujemy odpowiednich desek. Ja załatwiłem od Dagra deszczułki grube na ok. 7-8mm, z których wykonam tarczę o średnicy 90cm. Na niektórych turniejach nie dopuszcza się tarcz o takich rozmiarach, dlatego jeśli komuś mogłoby to przeszkadzać, lepiej niech wybierze deski o długości 70-80cm. Powinny być z miękkiego drewna, szerokie na jakieś 10-15cm. Muszą być oczywiście odpowiednio przycięte, niestety jedna ze skrajnych trafiła mi się za mała. To nie jest wielki problem, w niczym mi wadzić nie będzie.


Po drugie musimy mieć umbo. Najprościej kupić je na allegro albo zamówić u znajomego kowala. Dawnymi czasy sami klepaliśmy umba w starym warsztacie Thjodmara, zatem jeżeli posiadasz odpowiednie narzędzia, to możesz brać się do dzieła. Potrzebny będzie młotek o zaokrąglonym końcu, można go tanim kosztem zrobić z murarskiego, zwłaszcza gdy mamy szlifierkę. Prócz tego przyda się pewnie miska do klepania, np. z odciętego dna butli gazowej. W ten sposób można eksperymentować z produkcją umb, hełmów, części zbroi płytowej...


Komu nie chce się bawić w płatnerza-amatora, niech pominie ten etap, tak jak i ja dzisiaj. Do umba zamawiamy odpowiednie nity. W moim przypadku to 6mmx16mm. Do oklejonej materiałem tarczy z desek 8mm pasują idealnie. 


No właśnie - płótno. To musi być oczywiście stuprocentowy len. Dobrym źródłem surowca są worki z demobilu, które przy odrobinie szczęścia znajdziesz na allegro. 

 
Do tego bierzemy klej kostny. Ma być szybko i tanio, ale - historycznie! Mi na tarczę starczyło tego kleju pół kilo, jednak tak na styk zupełnie. Polecałbym wziąć więcej. Zawsze się przydaje.


Klej kostny gotujemy na łaźni wodnej. Bierzemy więc plastikowe naczynie - w metalowym podobno przeraźliwie śmierdzi! - i mocujemy je drutem do uchwytów garnka. Dno plastikowego pojemniczka na klej powinno znajdować się pod wodą, którą wlewamy do gara. Nasypujemy perełek i zalewamy je wodą, tak by je lekko przykryła. Dajemy im namoknąć przez jakieś pół godziny, a potem gotujemy, powoli mieszając. Mamy gorący klej, którego musimy użyć zanim nam wystygnie.


Po co nam on w ogóle? Do wykonania formatki! Po przycięciu desek tak, by tworzyły koło, oklejamy je płótnem z obu stron. Niczego między nimi kleić nie będziemy. Nie ma sensu męczyć się z wyrównywaniem bocznych krawędzi, a poza tym klej kostny pomiędzy deskami pokruszyłby się zaraz po pierwszym uderzeniu. Znacznie sensowniej jest posmarować dobrze klejem całą powierzchnię tarczy z jednej i drugiej strony i ściśle okleić ją płótnem. 

Bierzemy do łapki pędzel i po kawałku kleimy. Klej kostny szybko wysycha, jedziemy więc etapami. Smarujesz jeden pasek, przyklejasz płótno, z powrotem. W międzyczasie stygnący klej znów odstawiamy na gaz. Pamiętajmy, że lepiej aby materiał wystawał za krawędź tarczy na parę centymetrów. Jeżeli zabraknie perełek, możecie spróbować rozcieńczyć wodą to, co zostało w plastikowym kubku. Jednak ostrożnie, bo kiedy z tym przesadzicie, zostaną Wam takie ślady jakie widać u mnie. O ile nie ma pośpiechu, warto kleju dokupić. Po wszystkim odstawiamy formatkę na płaskie podłoże i dajemy odpocząć naszemu materiałowi.


Z wyschniętą formatką tarczy trzeba teraz ostrożnie, żeby jej nie przełamać. Następnym krokiem, który podejmujemy właśnie by temu zapobiec, jest mocowanie poprzeczek. O ile deski na tarczę, fachowo zwane plankami, powinny być z drewna miękkiego, o tyle listewki poprzeczki powinny być jak najtwardsze. Ja wziąłem dębowe, szerokie na 3,5 i grube na 1cm. Naturalnie, ich położenie musimy wymierzyć jak najrówniej i prostopadle do desek. 

Warto otwory na rzemień wyznaczać pośrodku planki. Na dwóch skrajnych punktach, w których nawierciliśmy poprzeczkę, wykonujemy odpowiadające im otwory w deszczułkach formatki. Łapiemy to zaraz śrubami i nawiercamy resztę. Śruby zdejmujemy! Zanim zamocujemy poprzeczki, warto zjechać trochę ich ostre krawędzie. Będziemy ich w końcu dotykać łokciem lub przedramieniem, więc trzeba je zaokrąglić. Najszybciej to zrobisz gumówką, z tarczą lamelkową lub grubą i przeznaczoną do szlifowania stali. Najlepiej zużytą, bo szkoda...


Przez otwory w poprzeczkach przepuszczamy rzemienie. Ja posłużyłem się takim o średnicy ok. 5mm. Otwór na rzemień powinien być zawsze trochę większy od niego, w mojej tarczy to 7mm. Rzemienie mocujemy na mokro, staramy się je też maksymalnie naciągnąć. Pomaga w tym delikatne pobijanie ich gumowym lub drewnianym młotkiem w okolicy otworów. Całość wiążemy na supeł.

 

Teraz wyznaczamy środek tarczy i mierzymy umbo. Zakładam, że zrobiliście to dobrze. Wewnętrzną średnicę umba nanosimy na środek celem jej wycięcia. Najlepiej zrobić to cyrklem, bez żadnej filozofii. Bierzemy więc wyrzynarkę i wyrzynamy środek. Potem przypasowujemy umbo i odrysowujemy je na zewnętrznej stronie, patrząc i zaznaczając gdzie będą szły nity. Dwa z nich przejdą przez imacz. To trzeba uwzględnić. Bierzemy zatem nasz imak i pasujemy do tarczy. Wyznaczamy otwory podobnie jak w przypadku poprzeczek i tak samo mocujemy go w tym celu na obu końcach śrubami. 


Mój imacz to reko-zabytek, jeszcze z czasów Juggera. Lata dziewięćdziesiąte/wczesne dwutysięczne. Solidny kawał drewna, którego nitami nie złapię. Trzeba więc użyć gwoździ, których łby warto zjechać wcześniej nieco na szlifierce, by nie zionęły chamstwem i mrokiem na świat. 


Łapiemy te dwa pierwsze punkty. Pamiętajmy o używaniu podkładek, inaczej zniszczymy drewno. Wtykamy gwóźdź w otwór w umbie przypasowany do dziury nawierconej w desce. Musi przejść jeszcze przez imacz i założoną podkładkę. Gwóźdź ucinamy jakieś 3mm nad linią podkładki i rozklepujemy. Potem tak samo z drugim. W podobny sposób nitujemy resztę obwodu umba. Sam imacz mocujemy tak jak poprzeczki, na rzemień.


Dla wygody warto zjechać trochę deski po wewnętrznej stronie, tak żeby ich krawędzie w dłoń nam się nie wbijały. Najlepiej zrobić to jeszcze przed założeniem imacza. Prosto, po chamsku - gumówką.


Ostatnia sprawa to krawędź. Ludzie zwykle obijają ją skórą. Niektórzy darują to sobie i oklejają krawędzie paroma warstwami lnu. Ciekawym rozwiązaniem użytym w mojej tarczy z dartych desek było umieszczenie pod skórą warkocza uplecionego z trawy. 


To świetnie amortyzuje ciosy i pomimo zebrania przez te wszystkie lata wielu mocnych strzałów, tarcza nie jest zniszczona. Problem polega na tym, że gruba skóra jest droga i szkoda na to pieniędzy. No i mamy też zimę, trawa jeszcze nie rośnie. 


Nasze kłopoty ze skórą można rozwiązać na przykład udając się do lumpexu. W niektórych miejscach da się niedrogo zakupić skórzane kurtki lub płaszcze. Warto zwłaszcza w te dni, kiedy mają promocję, że za 3zł sztuka. Pamiętajmy jednak, że skóra powinna być w miarę gruba i twarda, no i o zabarwieniu choć trochę naturalnym. Bierzemy rzeczy za duże, brzydkie i których nie szkoda. Jeżeli znajdziemy w miarę dobrze wyglądający (czyt. pseudohistorycznie) materiał, mamy czym obić krawędzie. Nie próbowałem tego sposobu, ale czasem chodzi mi to po głowie. 


Jeżeli nie upieramy się przy skórze, spróbujmy przezwyciężyć zimowy kłopot z trawą. Tu sprawa jest bardzo prosta. Bierzemy linę konopną! Powróz z konopi jest rzeczą w 100% naturalną oraz historyczną, a przy tym bardzo tanią. Rozrabiamy klej kostny i oklejamy nim krawędź. Tu nam się przyda nadmiar lnu na rancie, którym obejmujemy linę. Później bierzemy sznurek, konopny lub lniany, i ciasno obszywamy. Tak, żeby to się trzymało. Złapałeś? Trzyma? Gotowe!


Teraz jeszcze wziąć farbę i ładnie pomalować na czarno i na czerwono, w jakiś połabski wzorek. Farba olejna przyda się również by pokryć materiał i znajdujący się pod nim klej kostny. Pamiętajmy, że jest on wrażliwy na wilgoć i wystawiony np. na długotrwały deszcz zamienia się w galaretę. Niezbyt ładnie pachnącą. Dlatego dbajmy o tarczę. W końcu to fajna zabawka!...

2 komentarze:

  1. a jak ktoś przetnie przerąbie rzemień od imacza to co ?

    OdpowiedzUsuń
  2. To zawiążę dwa dodatkowe supły albo go wymienię. A jak mi się to znudzi, to zastanowię się nad złapaniem tego na nity albo gwoździe :)

    OdpowiedzUsuń