niedziela, 1 maja 2011

Elementy stroju: koszula.

Lniana. Długa, sięgająca niemal do kolan, wyrzucona na wierzch. G(ie?!)zło, by posłużyć się słowem, którym określił ją Józef Kostrzewski w Historii Pomorza. Podstawowy element ubioru męskiego na wczesnośredniowiecznej Słowiańszczyźnie. Dzisiaj zajmiemy się więc tym, co jest oczywiste.



Ale zaraz! Jakże to, Asmund z Panser Galter Drott Słowianami się zajmuje? Taki wiking z niego? No dobrze, oczywiste nie jest to bynajmniej, a żeby się tym zająć będziemy musieli małą dygresję od naszego głównego tematu poczynić. Oto już dziadek zasiadł w fotelu, zapalił fajeczkę i opowieść swą rozpoczął. Kto więc chce tylko o koszulach poczytać, niechże ją przewinie...

...My zaś cofnijmy się do bliższych nieco niż wczesne średniowiecze, choć także zamierzchłych już czasów, gdy w 2004 r. wstępowałem w szeregi Drużyny. Nie ma się tu co czarować, że przygnała mnie tam jakaś szczególna fascynacja wikingami, pogaństwo i mrok w sercu, tudzież głęboka tęsknota do dalekiej Północy. Chciałem po prostu powalczyć jednoręcznym mieczem, a że we Wratislavii kazali mi sobie uszyć obcisłe skórzane nogawice zakładane do lnianych, noszonych na wierzchu gatek - to i zwątpiłem trochę. Wszedłem więc na spis Bagrita w poszukiwaniu bractwa odtwarzającego epokę, w której używano mniej pedalskich strojów. Nie ma tu raczej sensu rozpisywać się o tym, jak odrzucili mnie Templariusze pisząc, że nie nadaję się na zakonnika, bo oni rzeczywiście i naprawdę są zakonem rycerskim, a nie bandą roześmianych drabów. Faktem jest, że najbardziej konkretnie na mojego maila odpowiedział Thjodmar i tydzień później byłem już w Pałacyku na swym pierwszym treningu z PGD. W ten oto prosty sposób zostałem wikingiem.



Co więc z tą Słowiańszczyzną? - zapytacie pewnie. Spokojnie moi drodzy. Najpierw o wikingach.

Co ja o nich k... wcześniej wiedziałem? Muszę przyznać, że jak na dzisiejsze standardy u kandydatów do Drużyny, to nawet całkiem sporo. Czytałem parę razy jakieś popularne zbiorki mitologii, Wyprawy wikingów Guriewicza, a nawet i Foote'a i Wilsona w ręce chyba miałem. Byłem też raz w Norwegii w lecie szukać pracy, a oprócz przydatnych doświadczeń spania w kontenerze czy pod mostem wyniosłem stamtąd i piękny młot Thora, kupiony w samym muzeum łodzi z Osebergu. Nie mówiąc już o tym, że byłem przecież fanem black metalu. Bo nie ma to jak mrok i zUo!

W naszej Drużynie zawsze kładliśmy szczególny nacisk na hierarchię, dyscyplinę i posłuszeństwo wobec Jarla. A, że naszym Jarlem był wtedy jeszcze Jugger, który nam tylko i wyłącznie Norwegię odtwarzać pozwalał, to i cała tajemnica Asmunda z PGD jest już chyba wyjaśniona. Naświetla ją dodatkowo relacja o zdobyciu Konungahelli przez Racibora (c. 9-11), kto zechce niech poczyta o pewnym łuczniku. 


My zaś wracajmy powoli do Słowiańszczyzny Zachodniej, pamiętając z kolei, że naszym celem jest dzisiaj omówienie koszul. I tak, jak od Historii Pomorza tekst ten zaczęliśmy, tak i na niej dygresję malutką skończymy. Bo przecież słowo wiking profesję raczej niż narodowość oznacza, a skoro tak, to jakże ma nie ciągnąć ku Słowiańszczyźnie osobnika piszącego akurat pracę o sztuce wojennej Pomorzan?! W ten sposób i za Juggera zostać mogłem de facto Słowianinem, tym bardziej że i Jarl wskutek naszego wejścia do UE rychło miał się zmienić. Ale to już zupełnie inna historia, tymczasem wróciliśmy w końcu do tematu. 

Chciałbym więc wrzucić tutaj parę przykładów i wskazówek na to, jak mogła taka koszula konkretnie wyglądać. Możemy tu brać pod uwagę źródła ikonograficzne o różnej przydatności dla tematu, takie jak ewangeliarz gnieźnieński, płocki i kruszwicki, kodeks wyszehradzki, albo przedstawienia z rotundy w Znojmie, drzwi płockich oraz gnieźnieńskich. Nic jednak nie zastąpi nam tu tak wspaniałego i bezpośredniego źródła jak ta malutka figurka ze Schwedt!



Przedstawienie to jest oczywiście, jak i wszystkie inne, dosyć schematyczne. Widać tu jednak wyraźnie sylwetkę mężczyzny (co można zresztą poznać nie tylko po wąsach!), ubranego w charakterystyczną, szeroką u dołu a ściągniętą w pasie, szatę. Warto tu dodać, że Schwedt jest jednym z dwóch miejsc na Połabszczyźnie, w których znaleziono fragmenty kolczej plecionki. Podobny walor informacyjny ma dla nas plakietka ze Stojkowa na Pomorzu, na której możemy dostrzec zachowaną dolną połowę przedstawienia postaci w podobnej, długiej po kolana i obszernej tunice:

Plakietka ze Stojkowa, powiat Kołobrzeski wg Teresy i Ryszarda Kiersnowskich, Życie codzienne na Pomorzu wczesnośredniowiecznym.

Biorąc pod uwagę bardziej realistyczne przedstawienia pochodzące z późniejszych źródeł, można się tu domyślać, że koszula taka wykonana była z lnu:

Postać oprawcy Chrystusa z płockich Perykop Ewangelicznych, 2. poł. XII w., za Kultura Polski Średniowiecznej pod red. Jerzego Dowiata.

W każdym z tych przypadków zauważyć można, że to całe g(-ie- to chyba dla kobiet jednak bardziej)zło, choć bardzo szerokie na dole, jest jednak mocno ściągnięte w pasie. Można to tłumaczyć z jednej strony krojem, a więc np. wszywaniem klinów, z drugiej zaś - przepasaniem. Patrząc na inne przedstawienia, np. miniatury różnych strojów słowiańskich zamieszczone przez Witolda Hensla w jego Słowiańszczyźnie wczesnośredniowiecznej byłbym raczej za tą drugą opcją: 


Na to, że przepasanie było dla ówczesnego stroju słowiańskiego czymś niezmiernie ważnym i charakterystycznym zwrócił zresztą uwagę już Joachim Herrmann. Ogranicza cyrkulację powietrza zapobiegając wyziębieniu organizmu, a dodatkowo zawsze można sobie coś schować za pazuchę! Ale pasy to już osobny temat, na całkiem inną notkę. Nie mówiąc już o krajkach, o których poczytajcie sobie najlepiej u Aśki

Wracając jednak do kroju, skoro ruszyliśmy już ten temat, to zauważyć można po pierwsze długie rękawy, po drugie zaś rozmaite sposoby wykończenia otworu na szyję. Czy też dekoltu, jak zwał tak zwał. Widzimy więc po pierwsze zwyczajny, owalny otwór na głowę, po drugie z jakimś prostokątnym wykończeniem, a po trzecie - z rozcięciem pod szyją, tak jak w tej miniaturze ze Złotego Kodeksu Pułtuskiego:

Pasterze w Ewangeliarzu Płockim za: Kultura...

Wszystko co do tej pory napisałem może nam podsumować rekonstrukcja wyglądu chłopów z Młodzikowa zawarta w pracach Lecha Leciejewicza. Ich odzienie, jako wykonane z nietrwałych materiałów organicznych, nie zachowało się oczywiście do naszych czasów. Nie jest więc ona czymś opartym na konkretnym znalezisku, ale ogólną ilustracją naszego współczesnego wyobrażenia i stanu wiedzy o tym, jak wyglądała ta najprostsza, najbardziej podstawowa część męskiego stroju we wczesnym średniowieczu:


Chłopi z Młodzikowa wg Lecha Leciejewicza za: Słowianie Zachodni. Z dziejów tworzenia się średniowiecznej Europy.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------

Na koniec chciałbym podać podstawową literaturę. Masz coś do dodania? Pisz! 
O podzielenie się swoimi spostrzeżeniami, uwagami i wiedzą, tudzież - konstruktywną oczywiście - krytyką proszę wszystkich wędrowców, którym zdarzyło się zbłądzić w te strony. 

  1. Lech Leciejewicz, Słowianie Zachodni, Wodzisław Śląski 2010; Słowiańszczyzna Zachodnia, Wrocław 1976.
  2. Historia Pomorza, t. 1. do 1466 r. pod red. G. Labudy, Poznań 1969.
  3. Witold Hensel, Słowiańszczyzna wczesnośredniowieczna, Warszawa 1965 (to mam akurat w domu); Polska przed tysiącem lat, Wrocław 1967.
  4. Kultura Polski średniowiecznej od X do XIII w. pod red. Jerzego Dowiata, Warszawa 1985.
  5. Polska technika wojskowa do 1500 r. pod red. A. Nadolskiego, Warszawa 1994.
  6. Teresa i Ryszard Kiersnowscy,  Życie codzienne na Pomorzu wczesnośredniowiecznym, Warszawa 1970.
  7. Die Slawen In Deutschland. Geschichte und Kultur der slawischen Stämme westlich von Oder und Neiße vom 6. Bis 12. Jahrhundert, hrsg. von Joachim Herrmann, Berlin 1985. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz