sobota, 18 kwietnia 2015

Krótko o Rękawce

Rękawka jaka jest - każdy widzi: kto widział, ten wie że warto jeździć. A kto nie widział, niech no zobaczy i się przekona. Warto się przejechać - choćby i z Wrocławia.


Dla mnie to takie otwarcie sezonu, impreza gdzie można spotkać znajomych, powalczyć sobie na treningu...

Fot. Fradmar

...i w całkiem sporej bitwie...

Fot. Fradmar

...spotkać starych znajomych, obejrzeć obrzędy i przenośną świątynkę, tudzież przejść się po kramach i kupić fajne rzeczy:


To oczywiście próba rekonstrukcji korda z Dymina, datowanego na XI-XII wiek, o którym pisałem już parę lat temu.



Zamówiłem ją u Wojmira wraz z pochewką. Ponieważ pochwa od oryginalnego znaleziska nie zachowała się - przynajmniej nic o tym nie wiem - zdecydowałem się na użycie okucia z Gamehl k. Wismaru i wpasowania go do odpowiedniej pochwy:


Kord jest ostry i w pełni użytkowy. Jak się będzie sprawdzał - wyjdzie w praniu. Jak widać Rękawka to bardzo zacny początek sezonu.  Krótka, jednodniowa...

Fot. DGH

...ale jakże konkretna!

piątek, 20 marca 2015

Trening dziś i jutro...

O tym jak u  nas wyglądał trening w dawnych czasach - pisałem już jakiś czas temu. Dosyć zresztą długi. A temat przecież sam w sobie - godzien odświeżenia. Przynajmniej z kilku powodów!

Po pierwsze, od 2011 roku wiele się zmieniło. Chociażby to, żem powrócił w swoje rodzinne strony z emigracji wewnętrznej. Zdobyte tam doświadczenie wielce się przydało. Znalazłem pracę w zawodzie, taką jaką chciałem. A najważniejsze - gdzie chciałem! Z grodu Andrzeja Nadolskiego wróciłem zatem z tarczą, tudzież ze swym mieczem. I prosto na treningi!...


A tutaj zmieniło się wszystko. Zacznijmy najsampierw od miejsca:

obecnie trenujemy na sali liceum ALA przy ul. Robotniczej 36/38, w środy i czwartki od 18:00 do 20:00.


My, czyli kto? Jak widać na załączonym obrazku, trening jest otwarty dla wszystkich. Nie tylko dla PGD i naszych kandydatów, ćwiczących na sali wcześniaków z zaprzyjaźnionych drużyn, rycerzy, rekonstruktorów, czy Rzymian życiem znudzonych.


Poćwiczyć może tu każdy, kto chciałby popracować nad swoją kondycją i technikami walki rozmaitą bronią. Bez broni zresztą też można. Trening jest bardzo wszechstronny i każdy coś znajdzie dla siebie...


No, ale po kolei!

Na sam początek - rozgrzewka. 

Nie ma już dawnej playlisty, teraz codziennie inaczej. Obowiązkowa przebieżka, rozciąganie i rozgrzewanie stawów zależnie od humoru naszego prowadzącego, bywa mniej lub bardziej urozmaicane elementami siłówki. Wiadomo, brzuszki, przysiady, pompeczki w wielu odsłonach, żabki i tym podobne foczki na drabinkach. Nie ma jednego schematu, za to jest stały rezultat: spoć się i zmachaj porządnie. I wtedy już będziesz gotowy, żeby poćwiczyć techniki.


Te także są bardzo różne, na wszystkie rodzaje broni - tudzież i zapaśnicze. I zapomnijcie o mechanicznym powtarzaniu ciosów podstawowych w pozycji szermierczej! Tutaj klasyczne formy walki mieczem, co mnie ich jeszcze uczył na treningach Olaf, są tylko punktem wyjścia do kontrataku lub chwytu. Ewentualnie do rzutu...


Nie będę się nad tym rozwodził: tu decyduje instruktor sztuk walki i samoobrony. Znaczy nasz knuras - Chwalibóg. Ma Ci on dzisiaj za sobą lata machania toporem, kurs kaskaderski i trening walki długim mieczem, tudzież sukcesywne zwiększanie masy regularnie łączone ze skracaniem trzonka. I jakie to robi wrażenie? Cóż, kiedyś na własnej skórze sami się przekonacie...


Daleko już odeszliśmy od pradawnego zwyczaju walki żelazem w hełmach i na gołe klaty. Względnie w samych koszulkach, no i w portkach z paskami. Dziś mamy sprzęt treningowy we wszelkich możliwych rodzajach: włócznie, miecze i noże (z drewna a nawet gumowe!)...


...maczugi i maski szermiercze. Plus ochraniacze z ZOMO, względnie z US army. Słowem - na eleganckości!


Są oczywiście i tarcze, do tego dochodzi wygoda: kije i mniej cenne rzeczy trzymamy w worze na miejscu. Świetnym urozmaiceniem treningu są (prócz rycerzy!) oponki:


To bardzo dobra metoda, żeby poćwiczyć siłę, precyzję i szybkość ciosu. Prawie jak walka z przeciwnikiem, tylko że nikt się nie broni.  I nie atakuje...


Te ostatnie czynności lepiej ćwiczyć w grupie, najlepiej zresztą podobnych sobie osobników...


Dlatego też pewnego pięknego dnia - a był to siódmy dzień marca - wybraliśmy się na zorganizowany przez Drużynę Grodu Horodna trening w Dzikowcu!


Prócz organizatorów przybyli tam wojowie z Drużyny Najemnej Rujewit, Wiciędzów Jarowita oraz Drużyny Wczesnośredniowiecznej Wytędze. Gościliśmy w miejscowej stadninie - i u Lubomira, a piwa i wina nie brakło.


Łącznie, o ile pamiętam, jakieś 23 miecze. Tudzież topory. I włócznie...


...szabelka zaś się złamała. Nie ma to jak porządnie się ponapierdalać! Był atak w kolumnie i klinem, zwijanie i oskrzydlanie linii, zabieganie od tyłu, piątki na moście i kręgi. Mieliśmy cały dzień na ćwiczenie fajnej walki w szykach...



...tudzież bieganie po błocie w historycznych butach.



Na Nowej Rudzie się przyda, bo koni chwilowo nie mamy...


Jeżeli ktoś miałby ochotę - zapraszam na nasze treningi!

niedziela, 1 lutego 2015

Tarczowa wykończeniówka. Część I

Ostatnim razem zostawiliśmy tarczę w piwnicy, schnącą pod obciążeniem. Powoli bo powoli, w końcu pozdejmowałem wiązania. Tak jak się spodziewałem, wyschnięta skóra straciła swą przezroczystość, jednocześnie zachowując nadany jej wcześniej kształt. 


Następny etap wymagał długiego zastanowienia. Odnalezione w Lenzen szczątki tarczy nie były pokryte skórą, jednakże zachowało się 6 nitów przechodzących przez sklejkę. Pod łbami znajdowała się wolna przestrzeń (ok. 3mm), za to po drugiej stronie rozklepane trzpienie zabezpieczono szerokimi podkładkami. Świadczy to jednoznacznie, że wierzchnia strona tarczy była pokryta skórą. 

Szkic wewnętrznej strony pozostałości tarczy za Felix Biermann, Norbert Goßler, Handel und Handwerk in der früh- und hochmittelalterlichen Westprignitz, Wiesbaden 2013, s. 220, Abb 11, 2.

Jako, że - wykonane w końcu z materiałów organicznych! - znalezisko odkryto pod drewnianą podłogą chaty, śmiało możemy przypuścić, iż z rozwalonego korpusu ktoś ściągnął skórzaną powłokę. W ten sposób Słowianin zrobił sobie coś nowego z odzyskanej skóry, a archeolodzy znaleźli śmieci ciepnięte w szparę pod deskami: dziś powiedzielibyśmy, że zamiecione pod dywan...

Ponieważ po wewnętrznej stronie tarczy pomiędzy nitami a drewnem nie było wyraźnego odstępu, to nie zdecydowałem się na dodanie skóry również po tej stronie. Nie chcąc jej pozostawić bez zabezpieczenia, wziąłem klej kostny i okleiłem wnętrze tarczy lnem. 


Tutaj wchodzimy już na bardzo grząski grunt i jasne staje się, że każdy kolejny krok nie będzie już ścisłą rekonstrukcją znaleziska, a tylko moim mniej lub bardziej sensownym wymysłem. Największy problem napotykamy z nitami. Dość oczywistym przypuszczeniem jest, że musiały one służyć do mocowania pętlic. Jak wyglądały i z czego były zrobione? Nie wiemy! Wiemy natomiast jak wyglądały nity...


...i że wykonano je z miedzi lub z brązu, a same podkładki z żelaza: Buntmetall mit Eisenplättchen hinterlegt, jak nas poucza przechowywany w archiwum BLDAM w Wünsdorf pod Berlinem raport konserwatorski. Niestety, nie udało mi się nigdzie znaleźć odpowiednio długich nitów z metali kolorowych, a sklepanie trzpieni najdłuższych dostępnych w sprzedaży (allegro!) miedzianych nitów 5mm/16mm nie dało im dodatkowych milimetrów, ile było potrzeba. 

W tej sytuacji zdecydowałem się na dwie rzeczy, które umożliwiły mi dalszą pracę nad tarczą, ale oddaliły mnie nieco od wykonania w 100% ścisłej rekonstrukcji zabytku:
1) użycie nitów stalowych 6mm/40mm,
2) zmiana ich układu.




Dlaczego? Po pierwsze, oryginalne nity miały okrągłe łby o średnicy 10-12mm. Te użyte przeze mnie - 11mm. Przynajmniej jedno się zgadza. Po drugie, takie ich ustawienie najbardziej pasuje do uchwytu, który wymyśliłem:


Jeżeli przyjrzycie się bowiem szkicowi znaleziska, to zobaczycie że spod pierwszej grupy nitów wystaje coś w rodzaju włókna. Uznałem to za trop i postanowiłem zrobić pętlice z konopnej liny. Żeby je zamocować potrzebne było jednak jeszcze coś, do czego można by to przynitować. Na przykład - surowa skóra:


Z powodu kształtu uchwytu i szerokości sznura musiałem oczywiście zmienić rozstaw nitów. To dosyć bolesna sprawa. Niestety nie ostatnia, bo przecież każdy mi teraz wytknie oczywistą sprzeczność: wszak po wewnętrznej stronie tarczy wcale nie miało być skóry! To prawda, ale nie mam pojęcia jak to inaczej rozwiązać. 


Dlatego jeżeli ktoś miałby jakiś konstruktywny pomysł, jak można to lepiej zrobić, ewentualnie dostęp do miedzianych/brązowych nitów z okrągłymi łbami o wymiarach ok. 6(grubość)/10-12(łeb)/30-40(długość)mm - koniecznie proszę o kontakt. I odpowiedni komentarz...


...dzięki czemu będę mógł poprawić to co jest, na tyle na ile się da. W przeciwnym razie pozostanie mi tylko dokończyć w podobny sposób resztę wykończenia: dać pętlę na łokieć i pas nośny, a potem...


...cieszyć się tym co mam, czyli niedoskonałą próbą rekonstrukcji tarczy opartej na jedynym bezspornie potwierdzonym znalezisku z obszaru wczesnośredniowiecznej Słowiańszczyzny Zachodniej!

sobota, 27 grudnia 2014

Słów parę o trzewiku z Niemczyc

Dziś nie bawimy się w szewców. Zgłębimy tu inne tematy. Porozmawiamy o pochwach, tych takich, wiecie - mieczowych...

Jak każdy kto tu zagląda powinien raczej wiedzieć, dawno, dawno temu miecze były ostre. Z tego powodu końcówkę pochwy należało wzmocnić. Jednym ze sposobów w jaki można było to zrobić, to właśnie zaopatrzenie jej w metalowy trzewik. 

Jak nas poucza poglądowy artykuł autorstwa Andrzeja Janowskiego i Tomasza Kurasińskiego, Miecz i pochwa - razem i osobno. Wstęp do problematyki,
s. 84-89, nie był to wcale sposób najpopularniejszy. Stosunek ilości odnalezionych mieczy wczesnośredniowiecznych do znanych nam trzewików waha się bowiem w granicach od 5 do 10%...

Trzewik z Fresendorf, za Corpus..., 5/7, Abb. 4.

O wiele łatwiej było przecież użyć materiałów organicznych: skóry, rogu lub drewna, albo np. przeszyć pochwę u dołu cienkim brązowym drutem. Ponieważ przedstawienia ikonograficzne trzewików u pochew mieczowych spotykamy przeważnie na wizerunkach konnych wojowników, śmiało możemy uznać te okucia za elitarną oznakę statusu. Coś więc w sam raz dla skarbnika!...

Jak to się ma do Połabia? Znamy stamtąd po pierwsze nieokreślonego typu trzewik w kształcie podkówki, znaleziony w grobie wojownika w Gustow razem z mieczem typu XI, G, 1 wg Ronalda Ewarta Oakeshotta. Ten datowany na XI-XII w. miecz wygląda tak:

Miecz z Gustow za Corpus..., 41/122, Abb. 5.

Nie ma się więc co zastanawiać. Nie tędy droga. Na początek wybrałem zatem rozwiązanie zastosowane w Gdańsku: przeszyłem końcówkę pochwy drucikiem, z braku brązowego miedzianym.

Pochwa z Gdańska za Agnieszką Samsonowicz, Wytwórczość skórzana w Polsce wczesnofeudalnej, 1982, s. 82.

Bo miałem już kiedyś pochwę. Zrobiłem ją parę lat temu, z cieniutkimi trzaskami wykonanymi przez Bob(e)ra, które okleiłem ładnie lnem, a len potraktowałem roztopionym woskiem. Na wszystko naciągnąłem na mokro skórę jelenia, gładką i odwłosioną. A czubek przeszyłem drutem. Raz komuś (kto ma wiedzieć, ten wie) ją pożyczyłem. Dzisiaj już nie istnieje. Zdjęcia żadnego też nie mam. Musicie mi wierzyć na słowo...


Teraz używam tylko starej pochwy Fradmara i ciągle czekam na nową. Konkretnie - na trzewik do niej.

Trzewik z Niemczyc za http://znaleziska.org

I tu się dopiero zaczyna nasza właściwa historia. Co wybrać, jeżeli nie Gustow? Nie byłoby wielkim błędem sięgnąć po coś z Pomorza, bliskiego kulturowo i językowo Połabiu. Zdecydowałem się jednak na znalezisko zza Odry. To właśnie jest trzewik z Niemczyc koło Budziszyna. Nie znajdziecie tej miejscowości na mapie: dziś Nimschütz leży na dnie sztucznego jeziora, które powstało po zbudowaniu zapory na północ od miasta.

Plan za: http://www.dresden-neustadt.de/archiv/themen/bautzen/bautzen.htm

Trzewik typu II.3 wg Petera Paulsena odkryty na obszarze osady, wraz z ceramiką słowiańską, pochodzi z końca X w. 

Uwagę zwraca umieszczona na środku twarz mocno stylizowanej postaci o rękach i nogach w formie potrójnych wstęg. Tworzą one ażurową plecionkę z motywami roślinnymi, zwieńczoną u góry zwierzęcą główką. W cytowanym tu na początku artykule (s. 87-88) Andrzej Janowski i Tomasz Kurasiński piszą, że według szwedzkiej badaczki Charlotty Hedenstierny-Jonson jest to przedstawienie samoofiary Odyna:
Wiem, ze wisialem na wiatrem owianym drzewie
Przez dziewiec nocy,
Oszczepem zraniony, Odinowi ofiarowany
Sam sobie samemu. (Pieśń Najwyższego, V, 137)
I rzeczywiście, przy odpowiedniej dozie wyobraźni, we wstędze łączącej głowę stylizowanej postaci z górnym zwieńczeniem trzewika możemy się dopatrzeć sznura szubienicy. Na podstawie porównania z wizerunkiem Chrystusa na kamieniu z Jelling wspomniana autorka łączyła to przedstawienie z zawłaszczeniem dawnego symbolu przez chrześcijaństwo, tak aby nowe treści przedstawiać w starej formie, bez zbędnych kontrowersji. Trzeba powiedzieć, że bardzo to wszystko sprytne. Bóg złożony w ofierze samemu sobie, powieszony i przebity oszczepem, pokonuje śmierć. Tylko te symboliczne germańskie 9 dni dzielimy przez równie świętą trójkę, a Yggdrasil, drzewo światów, zmieniamy na drzewo życia - krzyż...

Barwna rekonstrukcja wizerunku Chrystusa, muzeum w Jelling, fot. PGD.

Bardzo ciekawe są wnioski autorki ze s. 104. Trzewiki z motywem ludzkiej głowy i postaci o trójkątnym korpusie i wstęgowatych kończynach zaliczyła ona do podgrupy B (Sub-group B):

The sword chapes from the Slavonic areas all belong to this group. Special notice should be taken of the silhouettes of the chapes in this group, all but one of which have an extension at the bottom, a feature that seems to be characteristic of chapes found in Slavonic areas. 

Doskonale!

Artykuł Hedenstierny-Jonson jest dostępny w Sieci i znajdziemy w nim bardzo ładny i wyraźny szkic naszego trzewika. Nawiasem mówiąc autorka błędnie (a zapewne za nią British Museum!) zlokalizowała Nimschuetz (jak napisała) w północnych Niemczech. 

Wizerunków tego trzewika znam jeszcze kilka, np. ze Slawen in Deutschland i z tej strony. Nie dotarłem natomiast do szkicu w Corpusie, bo nie zajmowałem się bliżej uzbrojeniem z obszaru Łużyc. To się niedługo zmieni, wystarczy jedna wizyta w bibliotece łódzkiego muzeum archeo. Zdecydowanie najładniejsza jest ta fotografia, którą gdzieś kiedyś wygrzebałem w Internecie.
I zapomniałem, gdzie!...

Skąd ja to znam?...

Tu właśnie zaczynają się schody. Nie chodzi o moją sklerozę - bo po cóż mam się martwić tym, na co nie mam wpływu! - ale o pewien szczególik. Zwróciła mi na niego uwagę Mojmira (Kram Szepcące Kruki), która pracuje właśnie nad odlewem mojego trzewika. Tak, właśnie, dokładnie i przecież! - na wszystkich rysunkach i fotkach widzimy go z tej samej strony. Dlaczego w ogóle to ważne?

Spójrzmy na inny przykład. Poniższe zdjęcie, które przesłała mi Mojmira, przedstawia bliżej nieznany trzewik tego samego typu. Ktoś w necie, wyobraźcie sobie, wystawił go na aukcji!


Jak widać jest uszkodzony. To jednak nie jest istotne. Zobaczcie na dolne zwieńczenie, tam bezpośrednio nad guzem kończącym okucie: ujrzycie okrągłą tarczkę pokrytą wzorem plecionkowym. Podobnie wygląda w tym miejscu także trzewik z Niemczyc. To jest po jednej stronie...


...po drugiej za to - jest płasko! I kiedy przyjrzymy się dokładniej, widzimy płaską eliptyczną powierzchnię, na której da się też dojrzeć zagadkowy ślad. Czym może być ta wypukłość? Zacznijmy na razie od podstaw: trzewiki tego typu mogą być asymetryczne. Widać to również na innym przykładzie podesłanym przez Mojmirę:


Warto zwrócić uwagę na wygląd trzewika od dołu. Bezpośrednio nad guzem, na którym kończy się okucie, po jednej stronie widzimy w miarę gładką powierzchnię, a po drugiej coś w rodzaju płaskiej wypukłości. I znów powraca pytanie: co to w ogóle jest?

Przedstawię tu pogląd Mojmiry, która zajmując się na co dzień odlewaniem replik skandynawskich okuć i biżuterii wszelakiej, dostrzega pewne rzeczy, na jakie kto inny by nie wpadł. Widać to na przykładnie wytwarzanych przez nią brosz. Tu mamy znalezisko archeologiczne...


...a tutaj gotowy produkt:


Czym owe zdjęcia się różnią? Ano - ilością guzów. Jak widać po znalezisku, część z nich nie zachowała się. Zostały po nich tylko płaskie powierzchnie, na środku których gdzieniegdzie dojrzymy jeszcze ułamany trzpień. Bo tak, część guzów nie była odlewana w jednym kawałku z broszą, tylko wbijana w nią później, właśnie na takim trzpieniu. W ten sposób Mojmira produkuje swe brosze i dzisiaj:


Co z tego dla nas wynika? Możliwość nowego spojrzenia - chociażby na płaską tarczkę dolnego zwieńczenia trzewika, który ktoś chciał opchnąć na aukcji.


Czyż nie jest to ślad po guzie i pozostałość po trzpieniu? Uczciwie rzeknę - nie wiemy. Acz nie jest to niemożliwe...

Bo zastanówmy się chwilkę, jak taki trzewik osadzić. Przyszyć do pochwy? Przykleić? A może przybić gwoździami? Jak na mój chłopski rozum, najlepiej byłoby po prostu wbić trzewik na końcówkę pochwy i wklepać górne zwieńczenia, tak żeby ją ładnie ścisnęły. Być może tak właśnie jest tutaj:


To rozwiązanie musiało być przynajmniej jednym ze stosowanych sposobów, co widać choćby po przekroju górnych zwieńczeń poniższego trzewika:


Te bolce były umieszczone po wewnętrznej stronie i nadawały się idealnie do wklepania w skórę pochwy, a może i nawet delikatnego wczepienia się w drewno. Jednak, jak mówi Mojmira, brązowy odlew niełatwo jest wygiąć i sklepać. Przy odrobinie pecha może się pokruszyć...

Dlatego istnieje możliwość, że właśnie ta płaska tarczka na dolnym zwieńczeniu trzewika służyła do wbicia w nią guzka zakończonego trzpieniem. Przechodziłby on przez skórę i wbijał się lekko w trzaskę, elegancko mocując okucie do czubka pochwy. Logiczne, proste i ładne rozwiązanie problemu...

Trzeba uczciwie zaznaczyć: to wszystko są spekulacje. Nie każdy trzewik tego typu jest asymetryczny, nigdzie też nie udowodniono tego, o czym pisałem powyżej. Nie wiemy nawet, czy asymetryczny jest sam trzewik z Niemczyc. 

Trzewik z Niemczyc za Die Slawen...

Jest jednak na to sposób. W Die Slawen... jest spis ilustracji, w nim figuruje to zdjęcie. I autor, i gdzie on je zrobił. To było muzeum w Dreźnie. Wystarczy ich zatem zapytać. A może się do nich przejadę? Na rozwiązanie zagadki będziecie musieli poczekać - aż do przyszłego roku!