poniedziałek, 27 maja 2013

Moja tarcza z dartych desek, część IV*...

...i na pewno nie ostatnia. Z oporem materii przyjdzie mi się zapewne jeszcze trochę zmagać. Idealnie byłoby skończyć tę tarczę na Wilczy Trop, ale z wprowadzaniem ideałów w życie bywa całkiem różnie, a więc nie przesądzajmy. Póki co skupmy się na konkretach.


Obróbka desek okazała się zaskakująco prosta. Aby uzyskać narysowany uprzednio migdałowaty kształt wystarczyło jedynie nadpiłować deseczki i wyłamać wzdłuż włókien charakterystyczne schodki...


...a potem już tylko wyrównać piłą albo nożem:


To samo trzeba teraz powtórzyć na dole, a jak niebawem zobaczymy, nie tylko same deski wyszły nam wcześniej nierówne...


...niesymetryczny bowiem jest także kształt tarczy. Na uzyskanie takiego pozwalały deski i nie ma żadnego powodu, aby dla uzyskania symetrii przycinać je bardziej niż trzeba. To zresztą nie ma znaczenia, gdyż w ostatecznym rozrachunku ukrytych pomiędzy dwiema warstwami skóry desek wcale nie będzie widać. Poza tym na wszystkich krawędziach doda się jeszcze trawę:


Tu jestem zresztą winien podziękowania Matce, która nauczyła mnie na tę okazję zaplatać warkocze. Efekt przerastał wszelkie rezultaty osiągane na tym polu przez Julię Tymoszenko, w czym niewątpliwie dopomagał mój ukraiński dresik włożony do tej roboty.  

Trawa spleciona w ten sposób będzie amortyzować ciosy zarówno na krawędziach tarczy, jak jej zewnętrznej płaszczyźnie, a także zapychać szczeliny i wzmacniać konstrukcję od wewnętrznej strony. Na pewno lepsze to niźli wrzucenie jej luzem do skórzanego wora, czy choćby zgniatanie w kulki lub wiązanie w supły.


Jak łatwo zauważyć, taka zewnętrzna warstwa znacząco zmieni kształt i powiększy całość. Aby połączyć w nią deski trzeba je jednak przeszyć. Do tego potrzebne są dwie rzeczy: dziury...


...i odpowiedni sznurek. By niepotrzebnie nie osłabiać konstrukcji, zdecydowałem się na otwory o średnicy 3mm, wiercone jak widać historyczną - chociaż co prawda nie średniowieczną - tudzież i ręczną wiertarką. Porządną, żeliwną, prosto z PRLu. Szczerze polecam. Z jej pomocą można też bardzo łatwo upleść sznurek z dratwy, do czego wybrałem 3 nici.


W tym miejscu, ku Waszej przestrodze, przyznać się muszę do karygodnej niecierpliwości i, co tu gadać, głupoty. Nie mogąc się doczekać ujrzenia jakiegoś efektu, postanowiłem zszyć wstępnie całą tarczę. Problem polegał na tym, że z ostrożności otwory w deskach wywierciłem najdalej od siebie, jak tylko to było możliwe.  

Szwy wyszły zatem absurdalnie grube, co pasowałoby dobrze jeślibym użył rzemienia. Do tego jednak znowuż otwory w deskach musiałyby mieć co najmniej 6mm średnicy. A na to pozwolić nie mogłem! Pozwoliłem więc sobie na wstępne dopasowanie...



...i zszycie wszystkiego do kupy. Dosłownie i w przenośni, zobaczcie sami co wyszło. Jak widać zszyłem jednak nie do końca wszystko, gdyż sam oplot krawędzi dodam dopiero w momencie  obszywania tarczy porządną, grubą skórą. Tymczasem postanowiłem jej zewnętrzną stronę  wzmocnić trzema warkoczami z trawy, pokrywającymi najczęściej uderzane miejsca na powierzchni. 


Ułożyłem je łukowato i horyzontalnie, żeby przyjmować uderzenia wyprowadzane z góry i na skos. Po drugiej stronie trawiaste, zielone warkocze rozmieściłem pionowo wzdłuż szczelin. W ten sposób uzyskałem też efekt lekkiej wypukłości.


Następnie, po dodaniu trzech szwów, tarcza trzymała się już razem całkiem nieźle. Dlaczego więc przeszycie jej na tym etapie było strasznym błędem? Gruby szew względnie cienkim sznurkiem pokaleczył mi skórę. I wierzcie na słowo - bolało...

Dodatkowo ukryta pod nią trawa okazała się (nie ma jak wyobraźnia przestrzenna, nieprawdaż?) o wiele za gruba i w połączeniu z tym szwem zrobiła z tarczy worek z pustym miejscem w środku. 

Czego możemy nauczyć się na popełnionych błędach? 

Po pierwsze trzeba gęściej nawiercić deski. Z tym jednak raczej ostrożnie. Po drugie bardziej spłaszczyć trawę, być może też odpuścić sobie jeden z warkoczyków. Po trzecie wypadałoby także zrezygnować ze skośnego szwu, bo skoro dwa pierwsze będą nieco gęstsze, następnych już nie da się zrobić bez podziurawienia wszystkich dech jak sita. Czwartym wnioskiem, koniecznym dla ratowania (własnej) skóry jest umieszczenie dodatkowych pasów pod każdym ze szwów. W ten sposób zostaną zakryte powstałe już skaleczenia i zapobiegnie się nowym. Podkładka musi być!



Po tym eksperymencie rozebrałem tarczę, nawierciłem raz jeszcze i odłożyłem na później. Być może uda mi się za nią zabrać już w przyszłą sobotę. Jest i nauczka na przyszłość. Łacińska. 

Festina lente!...

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
* Razem z uzupełnieniem do źródeł na temat jest łącznie 5 notek, pisanych od 2011 r.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz